Społeczeństwo

Grają ku przestrodze, bezdomni w teatrze

Miał dobre życie, pracę i pieniądze. Chciał więcej, więc grał. I wszystko stracił. O tym, jak to jest być na dnie i jak się z niego podnieść traktuje spektakl, którego premiera już dziś w Teatrze Gdynia Główna. Spektakl jest niezwykły z kilku powodów - m.in. dlatego, że realizowany jest we współpracy z MOPS i w konwencji Teatru Forum. Najważniejsze jest jednak, że aktorami są tu osoby wychodzące z bezdomności. Grają, jak mówią, ku przestrodze. I by udowodnić wszystkim, że stać je na wiele.

Prace nad spektaklem „W drodze Q… Nie-całkiem kulturalny Utrecht” rozpoczęły się w marcu. To wspólne przedsięwzięcie Teatru Gdynia Główna i Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Gdyni. Teatr konsekwentnie prowadzi działania edukacyjno – społeczne, MOPS realizuje programy z jednej strony usamodzielniające osoby wychodzące z bezdomności, z drugiej – przełamujące stereotypy na jej temat. Z połączenia działalności dwóch placówek zrodziła się idea spektaklu realizowanego metodą Teatru Forum. Widzowie mają możliwość uczestnictwa na równi z aktorami, mogą też odnosić przedstawione problemy do swojej sytuacji, szukać dla nich alternatywnych rozwiązań.

Marcin Kowalewski, kierownik Centrum Reintegracji i Interwencji Mieszkaniowej MOPS w Gdyni: - Stereotyp każe nam widzieć osoby bezdomne jako żyjące na ulicy i będące pod wpływem alkoholu. Tymczasem bezdomność uliczna to niewielka część problemu. W Gdyni zdecydowana większość osób bezdomnych korzysta ze wsparcia w placówkach, wiele z nich jest o krok od samodzielności. Bezdomność mocno izoluje, a udział w warsztatach teatralnych to doskonała okazja, by otworzyć się na innych.

Grupa, która zawiązała się przy okazji pracy nad spektaklem, składa się z osób mieszkających zarówno w placówkach dla bezdomnych, jak i poza nimi (wsparcia udziela im gmina). Na pierwsze spotkanie do Teatru Gdynia Główna przyszło około 12 osób, na drugie – 15. Dziś grupę tworzy siedmioro aktorów - to osoby wychodzące z bezdomności, i dwóch pracowników MOPS.
Utrzymaliśmy grupę i uważam to za nasz sukces – przyznaje Małgorzata Polakowska, reżyserka spektakli, aktorka i aktywistka m.in. Teatru Gdynia Główna. - Przez te trzy miesiące udało nam się naszych aktorów otworzyć, ośmielić. Nieoceniona była tu rola Justyny Herman-Gregorek, Macieja Kruszyńskiego i Grzegorza Dziedzica – pracowników CRiIM w Gdyni, którzy byli naszymi superwizorami. Po każdych zajęciach potrzebna mi była rozmowa, bo przyznaję, że nie wszystko z tego, co się wydarzyło, było dla mnie zrozumiałe. Mam na myśli np. zachowania czy słowa, które padały.

- Włożyliśmy bardzo dużo pracy w to, by móc z sobą szczerze rozmawiać, ale też żeby naszych aktorów dosłownie podnieść z krzeseł – mówi Przemek Jurewicz, choreograf i aktor. – Musieliśmy zbudować proces grupowy, zaufanie do nas, do siebie samych, do swoich opiekunów. Po kilku tygodniach spotkań mieliśmy już naprawdę bardzo fajną podstawę do pracy z ludźmi, którzy sobie zaufali, którzy się sobie zwierzają. Czwartkowy spektakl  jest wisienką na torcie. Najważniejsze rzeczy wydarzyły się podczas naszego procesu warsztatowego.

Trzy ze spotkań poświęcono budowie scenariusza, jedno - na szczerą rozmowę, na zebranie życiorysów, historii, poznanie wartości ważnych dla uczestników projektu.

- Formuła Teatru Forum zakłada, że nie można na nic się nastawiać – przypomina Małgorzata Polakowska. – Na początku naszej wspólnej pracy zastrzegłam, że temat spektaklu ma wypłynąć wyłącznie z potrzeb grupy. Teatr Forum dotyczy opresji, ucisku. To grupa określa, co jest dla niej opresją. W tym wypadku okazało się, że najczęściej opresorami jesteśmy sami dla siebie: nie wykorzystując okazji, poddając się bierności, wyuczonej bezradności, autoagresji.

Głównego bohatera spektaklu gra Andrzej. - Jestem osobą bogatą, uprawiam hazard, popijam alkohol. Jest fajnie i elegancko, dopóki nie staczam się przez to na dno – zdradza co nie co ze scenariusza. -  Spotykam kolegę, który wziął się za siebie, dostał się do programu Utrecht, znalazł pracę. A ja ukrywam przed nim, że też jestem w programie. Mówię, że otwieram drugą firmę, a tak naprawdę idę wyrobić dowód, bo nawet dowodu nie mam….

W prawdziwym życiu Andrzej też jest w Utrechcie. - Nie mam zamiaru wracać do alkoholu. Trzymam się, bo ten program to szansa dla człowieka, który chce wybrnąć ze świństwa, w które się sam wpakował – mówi z pełnym przekonaniem i zdecydowaniem. – Od trzech lat jestem osobą trzeźwą. Atmosfera w domu, w którym mieszkam, jest niezła i to mnie jeszcze bardziej trzyma w tym, żeby jak najdłużej trwać w trzeźwości. Żeby nie stracić tego, co zbudowałem własnymi rękoma.

W ramach prowadzonego w Gdyni od prawie trzech lat projektu „Utrecht” osoby bezdomne, przebywające wcześniej w schroniskach, wynajmują przy wsparciu MOPS mieszkania lub pokoje na wolnym rynku. W dalszej kolejności projekt zakłada intensywną pracę w kierunku aktywizacji zawodowej, optymalizacji opieki i włączenia osób bezdomnych w życie społeczne. Dzięki takiemu podejściu samodzielne życie rozpoczęło w Gdyni aż 88 osób borykających się z problemem bezdomności.

- Szukając skutecznych rozwiązań dla kwestii społecznych działamy często niekonwencjonalnie, nowatorsko. Szykujemy nasze propozycje na miarę, by odpowiadały realnym problemom. A Utrecht jest tego dobrym przykładem – mówi Michał Guć, wiceprezydent Gdyni ds. innowacji. – Nie tylko pomagamy osobom wychodzącym z bezdomności w wynajęciu mieszkania na wolnym rynku, ale też podpowiadamy, jak utrzymać się w życiu poza schroniskiem. Specjaliści z MOPS radzą, jak znaleźć środki utrzymania, motywują do podjęcia pracy, podpowiadają kursy podnoszące kwalifikacje. Realizacja projektu wspólnie przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej oraz Teatr Gdynia Główna to kolejny z momentów, w których działamy inaczej, niż można by po obu instytucjach oczekiwać, ale wierzę, że skutecznie.

Pani Elżbieta mieszka w schronisku. - Nie znałam wcześniej osób, z którymi będę tu występować, ale jesteśmy jak swoi. Trzeba wyjść między ludzi. Pokazać, że bezdomni też potrafią.

W Teatrze Forum spektakl buduje się na zasadzie improwizacji. – Określamy temat przewodni sceny i prosimy aktorów, aby ją zaimprowizowali - wyjaśnia Małgorzata Polakowska. - Teatr Forum to odgrywanie życia, więc nasi aktorzy posługują się językiem takim, jakim posługują się na co dzień. Dlatego nie powstają sztucznie stworzone, sztywne scenariusze, na podstawie których budowane byłyby sceny. Kluczowym elementem tej formuły jest autentyczność.

Przemek Jurewicz: - „W drodze Q… Nie-całkiem kulturalny Utrecht”  to także historie z życia osób, które w nim występują. Na przykład o tym, że mają zrobić remont w mieszkaniu, co jest częścią umowy, na podstawie której w nim przebywają. No i jakoś nie mogą od dwóch miesięcy zaszpachlować jednej dziury. Tą komedią trochę pokazujemy im, jak poważna jest sprawa bezczynności, w której tkwią. Mam nadzieję, że pierwszą rzeczą, jaką zrobią po spektaklu, będzie zaszpachlowanie tej ściany…

W czwartek, 14 czerwca, osoby wychodzące z bezdomności zaprezentują „W drodze Q… Nie-całkiem kulturalny Utrecht” przed specjalnie dobraną na tę okoliczność publicznością. Nie wykluczone jednak, że będą kolejne występy.
  • Fot. Gaba Kucz
  • Fot. Gaba Kucz
  • Fot. Gaba Kucz
  • Fot. Gaba Kucz
  • Fot. Gaba Kucz
  • Fot. Gaba Kucz