2016

Program Gdynia Arena Piątek 11.03.2016 r.

DUŻA SALA
Gdynia Arena, Gdynia, ul. Kazimierza Górskiego 8

Piątek, 11 marca 2016 r.

DZIEŃ FOTOPLASTYKONU, PODRÓŻY I WYCZYNU

11.00-11.05 | OTWARCIE 18. OSPŻIA oraz KOLOSÓW (za rok) 2015

11.05-14.00 | BLOK I

Anna Mochnacka, Jonathan Barrett
Do domu okrężną drogą, czyli autostopowa sztafeta kulturowa

Podróżnicza para, katowiczanka i londyńczyk, na trwającej prawie okrągły rok wyprawie przez połowę świata. Z Ankary przez Iran i Azję Środkową aż po Chiny i Mongolię, a następnie z powrotem: przez Rosję i kraje bałtyckie do domu. Łącznie ponad 37 tys. km „autostopowej sztafety kulturowej", jak nazwali swoją podróż (choć zdarzało im się przemieszczać też pociągami i autobusami). W każdym kraju starali się nauczyć czegoś nowego (a to grać w szagaj w Mongolii, a to przyrządzić qurutob w Tadżykistanie), by potem przekazać tę wiedzę dalej, a w zamian zdobyć kolejne rzadkie umiejętności (np. jak przyrządzić tradycyjny kwas chlebowy), przekonując siebie i innych, że ludzi, niezależnie od tego, gdzie mieszkają, znacznie więcej łączy niż dzieli.

Jerzy Arsoba, Igor Skawiński
Polski Strażnik Mrozu w podróży na Biegun Zimna

Pomysł to podstawa. Szczecińscy podróżnicy mało tego, że wybrali się aż do Jakucji na jedyny w swoim rodzaju festiwal „Biegun zimna", którego finał odbywa się w wiosce Ojmiakon, uchodzącej za najzimniejsze na Ziemi miejsce stale zamieszkane przez ludzi, to jeszcze zabrali ze sobą na imprezę specjalnego gościa. Polski Strażnik Mrozu, którego kostium i osobowość sami stworzyli, dołączył do tak szacownych postaci jak rosyjski Dziad Mróz i Sagan Ubugan z Buriacji. Tak przypadł wszystkim do gustu, że jakucki Czyshaan zaprosił go do siebie na stałe i obiecał mu własną komnatę w swojej lodowej rezydencji. Tyle część oficjalna. Poza tym Arsoba i Skawiński poznali jeszcze rzeźbiarza w lodzie, jechali saniami zaprzęgniętymi w jelenie, zwiedzili muzeum mamutów i odbyli dziesiątki spotkań z dziećmi - w przedszkolach, sierocińcach i internatach rosyjskiej Północy.

Marysia i Sebastian Domżalscy z dziećmi (Michasiem, Janką i Basią)
Pięć lat w Indiach

Do Indii, na pięcioletni kontrakt do Delhi, wyjeżdżali „za pracą" i w trójkę. Wrócili - w piątkę oraz pełni wrażeń i wspomnień z niezliczonych podróży do wszystkich zakątków subkontynentu. Dysponując wygodną i bezpieczną bazą w stolicy, starannie przygotowywali kolejne wypady, podczas których wspólnie z dziećmi (córki, Janka i Basia, urodziły się już w Azji) wtapiali się w Indie i chłonęli miejscową kulturę. Nie zawsze było to łatwe (szczególnie na lokalną, pikantną kuchnię młodzież reagowała bez entuzjazmu), ale za to dostarczyło im niezapomnianych przeżyć. Opowiedzą m.in. o tym, jak wędruje się z maluchami przez Himalaje, dlaczego w Cherapunjee nad rzekami wiszą żyjące mosty i ile osób może się zebrać na raz w jednym miejscu podczas święta Kumbh Mela (mały spoiler: naprawdę dużo).

Dominik Szmajda
Jądro Afryki

Kolosowej publiczności przedstawiać go nie trzeba. Tym razem jednak niektórych pewnie zaskoczy: latem ubiegłego roku Dominik Szmajda rower zostawił w domu i ruszył do samego serca Afryki - lasu równikowego w Parku Narodowym Salonga w Demokratycznej Republice Konga. Chciał przejść go pieszo - samotnie i bez niczyjej pomocy. Nie tak łatwo o większe wyzwanie. Co z tego wyszło? Rzeczywistość, przede wszystkim warunki poruszania się w deszczowym lesie, zmusiły go do rewizji planów, lecz i tak dał radę pokonać ponad 350 km tropikalnej puszczy. Spłynął też kilkadziesiąt kilometrów dłubanką po urzekającej rzece Lokoro. Samotności, o której marzył, nie zaznał, przywiózł za to całe mnóstwo opowieści. A opowiadać umie.

Iwona, Michał i Maciek Guciowie
Etiopia na nowo odkryta

Jeśli ktoś wciąż wyobraża sobie Etiopię na modłę opisaną w Cesarzu przez Ryszarda Kapuścińskiego, powinien jak najszybciej zaktualizować dane. Dziś kraj leżący na Wyżynie Abisyńskiej to jedno z największych, najludniejszych i najszybciej rozwijających się gospodarczo państw w Afryce. Pełne kontrastów - z nowoczesnymi inwestycjami tuż obok miejsc, w których czas zatrzymał się setki lat temu - i mieszających się wpływów islamu, chrześcijaństwa oraz rdzennych tradycji afrykańskich. Iwona, Michał i Maciek Guciowie w trakcie miesięcznej podróży po Etiopii starali się poznać jej najróżniejsze oblicza: łapali stopa w Afarze, oglądali hipopotamy w jeziorze Awasa, trafili do slumsów Soddo, nie odmawiali sobie też żucia khatu.

14.00-14.20 | PRZERWA

14.20-16.35 | BLOK II

Anna i Wiktor Jesionkowie
Europa krok po kroku

Małżeński spacer przez pół kontynentu. Anna i Wiktor Jesionkowie kupili bilet w jedną stronę do Norwegii, dotarli do najdalej wysuniętego na północ krańca Europy, przylądka Nordkinn, i stamtąd rozpoczęli 5-miesięczną wędrówkę do rodzinnego Gdańska. Przez cały czas na własnych nogach, nie skracając sobie drogi choćby o kawałek, co wymagało sporej dozy zacięcia i sprytu. Doświadczyli wszystkich pór roku, przechodząc od wietrznej, zaśnieżonej tundry, przez brzęczącą komarami tajgę, aż po słowiańskie lasy. Finowie zapraszali ich do sauny, Polacy na herbatę, Rosjanie częstowali warzywami z ogródka, a Estończycy jabłkami z sadu. Przemierzając Europę krok po kroku (łącznie 3500 km!), odkrywali jej nieznane oblicze. Mało tego - wcale nie zamierzają na tym poprzestać i szykują się już, by swój spacer kontynuować na południe.

Barbara i Andrzej Grzegorzewscy z dziećmi (Kają, Konradem i Kacprem)
Kamperem z równika na Ziemię Ognistą

Zamiast załamywać ręce nad tym, jak po utracie pracy utrzymać siebie i trójkę dzieci (najmłodsze właśnie przyszło na świat), Barbara i Andrzej zapakowali się całą rodziną do samolotu. Bilety kupili w jedną stronę - do Quito. Po półtora miesiąca w Ekwadorze doszli do wniosku, że podróżowanie w piątkę po Ameryce Południowej lokalnym transportem to jednak lekka przesada. I kupili kampera. A dokładnie - starego dodge'a, który służył wcześniej parze belgijskich obieżyświatów. Odtąd podróż zyskała nową jakość, czego zapowiedzią był już pierwszy nocleg „na dziko", spędzony w towarzystwie peruwiańskiej trupy cyrkowej. W drodze Grzegorzewscy byli łącznie aż przez dziewięć miesięcy, oprócz Ekwadoru i Peru zwiedzając również Boliwię, Chile i Argentynę. Pokazali dzieciom góry, pustynie, turkusowe laguny oraz lodowce, przede wszystkim zaś to, jak wspaniałym i wzbogacającym doświadczeniem może być podróż.

Anna i Łukasz Cybińscy
Ania i Franek w podróży

468 dni, 24 kraje i 5 kontynentów. Wszystko zaczęło się od podróży koleją transsyberyjską do Irkucka. Na wstępie zachwycili się Bajkałem, a potem było już tylko lepiej: mongolskie stepy, wędrówka wokół himalajskich szczytów, surfing na Bali i w Nikaragui, Amazonka, zjazd na rowerach Drogą Śmierci w Boliwii i skok ze 120 m z najwyższej huśtawki na świecie. A do tego całe mnóstwo kontrastów: nocleg w kamiennej chacie przy -20° C, kiedy indziej zaś w drapaczu chmur z widokiem na całe Miami. Kosmopolityczne metropolie USA i Kanady albo odcięte od świata wioski komunistycznej Kuby. Świat spodobał im się na tyle, że już planują kolejne podróże.

Eliza i Wojciech Łopacińscy z dziećmi (Łucją i Wojtkiem)
Szkoły (dookoła) świata

Ponad rok z dwójką dzieci w nieustannej podróży (łącznie 114 tys. przebytych km) bez choćby jednego noclegu spędzonego w hotelu. Łopacińscy, korzystając przede wszystkim z ludzkiej gościnności, objechali świat dookoła i odwiedzili przy tym prawie 40 krajów. Za życzliwość i dobrą wolę rewanżowali się swoim gospodarzom tym samym, zaś ich dzieci, 11-letnia Łucja i 14-letni Wojtek, prowadziły w szkołach na całym świecie prelekcje, opowiadając swoim rówieśnikom o Polsce (w sumie kilkadziesiąt prezentacji po angielsku oraz hiszpańsku). Mało tego - cała czwórka zdobyła też dwa 6-tysięczniki (wulkan Chachani w Peru i Huyana Potosi w Boliwii) i stanęła na wierzchołku Kilimandżaro. Nie obyło się też bez niespodzianek, w szczególności gastronomicznych - w Chinach Wojtek zjadł mięso z psa, jego tata zaś świnkę morską, a w Wietnamie wszyscy spróbowali ruszającego się jeszcze serca kobry.

16.35-16.55 | PRZERWA

16.55-19.45 | BLOK III

Jan Faściszewski
Piechotą przez Bajkał

Ubiegłej zimy Jan Faściszewski zrealizował marzenie, które zrodziło się w jego głowie kilka lat temu, kiedy wędrował po zamarzniętych akwenach Laponii. Za cel postawił sobie przejście po lodzie najgłębszego jeziora świata - Bajkału. Wraz z Przemysławem Szaparem, w temperaturach sięgających -35° C i wietrze wiejącym do 40 m/s pokonali 700 km lodowej pustyni z okolic Niżnieangarska (z punktu najdalej wysuniętego na północ jeziora) do Kułtuku (na krańcu południowozachodnim). Dokonali tego w zaledwie 20 dni, maszerując na nartach śladowych oraz w specjalnie do tego celu przygotowanych łyżwach. Syberyjskie „morze" zaskoczyło ich kapryśną pogodą, a przeprawę z 60-kilogramowym (na osobę) ekwipunkiem ciągniętym na saniach (pulkach) dodatkowo utrudniała zmienna grubość pokrywy lodowej (tak bardzo zmienna, że miejscami w ogóle jej brakowało).

Marcin Stencel, Piotr Dudojć
Tratwą po Rio Madidi

Park Narodowy Madidi w Boliwii to jedno z najbardziej bioróżnorodnych miejsc na Ziemi (niestety, jego ekosystem zagrożony jest przez plany budowy elektrowni wodnej oraz nowej drogi). Na przełomie sierpnia i września udali się tam dwaj gdyńscy podróżnicy, Piotr Dudojć i Marcin Stencel. Wyprawa zajęła im z górą 3 tygodnie. Po dotarciu pieszo przez las równikowy do konfluencji rzek Madidi i Flory, zbudowali tratwę z drzewa balsowego, a następnie spłynęli na niej 250 km w dół Rio Madidi. Po 11 dniach dotarli do Puerto Serima, gdzie zdecydowali się zakończyć spływ. Przemierzając park, spotkali zaledwie 5 ludzi, za to niezliczone ilości zwierząt - m.in. endemiczne małpy golden palace, jadowite płaszczki oraz jaguara.

Przemysław Wołoszyk
Triatlon po polsku

Jeden człowiek i trzy samotne wyprawy przez Polskę, każda na inną modłę. Najpierw, w 2010 r., pieszo z Bieszczadów na Hel (to wtedy powstał pomysł, by na marszu nie poprzestać): 1000 km w 24 dni. Potem (za drugim podejściem, w 2013 r.) od Baraniej Góry aż po Bałtyk w kajaku - 1047 km w 2 tygodnie. I wreszcie w ubiegłym roku - 2500 km na rowerze w 12 dni dookoła Polski. Toruński przewodnik zaczął podróżować, by poradzić sobie z traumą po śmierci ojca. Udało mu się, ale bycie w drodze dało mu również to, czego się nie spodziewał - otworzyło umysł, pozwoliło uwierzyć w siebie i natchnęło do tego, żeby podobne przedsięwzięcie zrealizować teraz na jeszcze większą skalę.

Grzegorz Szyszkowski
Zmartwychwstać w Tybecie

Laureat Kolosa w kategorii „Wyczyn roku" za rowerową ekspedycję Altiplano 2006 wraca do Gdyni, by opowiedzieć o swojej ostatniej wyprawie - samotnym przejeździe przez Wyżynę Tybetańską z Xining do Golmud. Jesienna aura, mordercze podjazdy (momentami z 90-kilowym bagażem w sakwach), wysokość (przez większość czasu powyżej 4000 m n.p.m.) i prawie jedna trzecia trasy off-roadem. Łącznie 2250 km w poziomie przy ponad 33 tys. m przewyższeń (dla porównania: kolarze startujący w Tour de France pokonują w trakcie wyścigu ok. 25 tys. m różnicy wzniesień). A wszystko to w niewiele ponad miesiąc. „Spędzając w Tybecie dzień na rowerze, rano się rodzisz, potem umierasz, by wieczorem, już w namiocie, zmartwychwstać" - mówi Szyszkowski, zapowiadając powrót w naprawdę nieprzeciętnym stylu.

Emil Witt, Krystyna Błauciak
Selwa. Kolejna odsłona

Choć ma zaledwie 20 lat, Emil Witt do Amazonii wybrał się już po raz trzeci (w ubiegłym roku otrzymał na Kolosach wyróżnienie). Tym razem, wspólnie z Krystyną Błauciak, eksplorował głównie obszary zamieszkane przez Indian Ashaninka, docierając w górę biegu rzeki Chinchivani. Po wielu tygodniach wytrwałych starań podróżnikom udało się nagrać przekazywane z pokolenia na pokolenie pieśni i mity Ashaninków oraz wykonać dokumentację skrytych w puszczy centralnego Peru inkaskich petroglifów. Oprócz tego wędrowali po ścieżkach używanych przez keczuańskich pasterzy (nierzadko na wysokościach sięgających prawie 4000 m n.p.m.), przedzierali się przez dziewiczą puszczę oraz fotografowali dzikie zwierzęta (m.in. drzewołazy).

19.45-20.05 | PRZERWA

20.05-22.20 | BLOK IV

Elżbieta Wiejaczka, Tomasz Budzioch
Z miłości do, czyli Afryka 2x2

Ona kocha Afrykę. On - rower. Pomysł na podróż poślubną narodził się więc błyskawicznie, choć żadne z nich nie pamięta, kto zaproponował, by była tak długa. W ciągu ponad 4 miesięcy Elżbieta i Tomek przemierzyli wspólnie na jednośladach ponad 7,5 tys. km, pokonując dystans w poprzek kontynentu od Atlantyku (start w Swakopmund w Namibii) aż po Ocean Indyjski (meta w Mombasie w Kenii). Odwiedzili po drodze Zambię, Botswanę, Zimbabwe, Mozambik, Malawi, Tanzanię, Burundi, Rwandę oraz Ugandę, mierząc się na trasie z własnymi fizycznymi ograniczeniami, zmęczeniem, stanem dróg (niekoniecznie sprzyjającym rowerzystom) oraz trudnościami w zdobyciu jedzenia. Test 24 godzin na dobę spędzanych razem w każdych warunkach zdali jednak pomyślnie i gdyby mieli jeszcze raz ruszać w drogę, zrobili by to znów bez wahania.

Anna Kwidzińska
Alpejskie przełęcze albo rowerowa przymiarka

Z Wiednia do Wrocławia można dojechać na różne sposoby, Anna Kwidzińska wybrała raczej trudniejszy. Po pierwsze: samotnie. Po drugie: rowerem. Po trzecie: przez Alpy. Podczas ponad 2-miesięcznej wyprawy wjechała aż na 41 przełęczy (2 razy więcej niż planowała), w tym najwyższą, Passo dello Stelvio, przewieszoną na wysokości 2757 m. Potem zaś oczywiście z każdej z nich zjechała. Odwiedziła po drodze Austrię, Włochy, Liechtenstein, Szwajcarię, Francję oraz Monaco, spotkała wspaniałych ludzi i (o ile to możliwe) jeszcze bardziej rozmiłowała się w górach. Zdobytego doświadczenia 26-letnia inżynier i muzyk nie zamierza zmarnować i już teraz planuje kolejną samotną rowerową „Crown Pass Cycle Expedition". Tym razem w Himalaje.

Marcin Gienieczko
Amazonka 2015

Kilkuetapowy trawers Ameryki Południowej z użyciem roweru i canoe, rozpoczęty na pacyficznej Playa Cerro La Virgen w Peru, z metą - pokonaną biegiem - w miejscowości Moskiero nad zatoką Marajó u wybrzeży Atlantyku w Brazylii. Pierwszą fazą wyprawy był rowerowy przejazd przez Andy. Marcin Gienieczko pokonał w ten sposób ok. 700 km i dotarł do peruwiańskiego San Francisco nad rzeką Apurimac. Tu rozpoczął się etap drugi - spływ systemem rzecznym Amazonki. Podróżnik, zmagając się m.in. z popowodziowym stanem wody, przemierzył w canoe blisko 6000 km, co zabrało mu 94 dni. W części podróży towarzyszył mu Gadiel Sanchez Rivera. Ostatni odcinek ekspedycji Gienieczki to kilkunastogodzinny bieg (81 km) z Belém na finisz. W deszczu i z polską flagą.

Rafał Bauer
Islandia. I o to chodzi

Długodystansowy chodziarz z zamiłowaniem do niskich temperatur, który na trasy swoich „spacerów" najchętniej wybiera północne rubieże Europy. Kilka lat temu samotnie przemierzył piechotą Szkocję, ostatniego lata zaś podobnego wyczynu dokonał na Islandii. W wyjątkowo niesprzyjającej pogodzie (jak mówili miejscowi: najpaskudniejsze lato od prawie czterech dekad) pokonał 560-kilometrowy dystans z Rifstangi na północy wyspy do Kotlutangi na południu w niespełna dwa tygodnie. A to znaczy, że jego średni dzienny „urobek" wynosił ponad 50 km. Zmagając się z wiatrem, kontuzją stawu biodrowego, brakiem wody i wulkanicznym pyłem, a do tego dźwigając 25-kilogramowy plecak, jakimś cudem znalazł jeszcze czas i siły na robienie zdjęć i nakręcenie kamerą kilku znakomitych ujęć.