Co nowego

Sklep Społeczny od roku w Gdyni

Sklep Społeczny od roku w Gdyni, fot. mat prasowe

Sklep Społeczny od roku w Gdyni, fot. mat prasowe

11.07.2018 r.

To nie jest, bo nie może być, tylko i wyłącznie miejsce wydawania żywności osobom jej potrzebującym. To miejsce, w którym m.in. obcokrajowcy od niedawna mieszkający w Gdyni włączani są w społeczność, w którym otrzymują wsparcie i radę co do tego, jak zaadaptować się w nowych warunkach, w których przyszło im żyć. Właśnie mija rok, od kiedy przy ulicy Lotników, w lokalu użyczonym przez miasto, działalność rozpoczął Sklep Społeczny Banku Żywności.

Dwa razy w tygodniu na ul. Lotników przyjeżdża samochód wypełniony żywnością -  świeżą, o krótkim terminie ważności, przekazaną m.in. przez duże sieci handlowe. Nabiał, wędliny, mięso owoce, warzywa, produkty sypkie trafiają na półki lub do lodówek. Stąd, krótko po rozładunku, odbierają je m.in. mieszkający w Gdyni Ukraińcy, głównie z Donbasu i okolic. 
To właśnie potrzeba zapewnienia pilnej i godnej pomocy głównie emigrantom z Ukrainy, z rejonu ogarniętego konfliktem zbrojnym, doprowadziła do otwarcia w Gdyni pierwszego, pilotażowego Sklepu Społecznego. Jego powstanie możliwe było dzięki trwającej od kilku lat współpracy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej  w Gdyni z Bankiem Żywności w Trójmieście.



Jarosław Józefczyk, zastępca dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Gdyni: - Nie podjęliśmy akcji, która rozwija się bez namysłu i bez próby zobaczenia całego kontekstu, w jakim Sklep Społeczny ma działać. W oparciu o doświadczenia z pilotażu pierwszego sklepu społecznego przy ul. Lotników zaczęliśmy systematycznie myśleć o tym, w jakim miejscu takie sklepiki powinny być ulokowane, jak powinny wyglądać, jak być wyposażone i jak obsługiwane. Zadajemy sobie pytanie jak rozwijać sieć takich miejsc by były dostępne i aby stanowiły wartość dla lokalnych społeczności. Już na etapie pilotażu chcieliśmy uniknąć z jednej strony stygmatyzacji tych, którzy żywność odbierają, z drugiej - uciążliwości dla sąsiadów. To ma być również przestrzeń do nawiązywania relacji, wzbogacania wiedzy i świadomości nie tylko jeśli chodzi o żywność, ale także o zasoby miasta.
- Musieliśmy znaleźć rozwiązanie, które zapewniłoby imigrantom możliwość godnego życia w Gdyni, ale też pozwoliłoby zbudować wzajemne zaufanie. Na jego bazie moglibyśmy dać konkretną pomoc, która będzie ich skutecznie włączać w gdyńską społeczność – uzupełnia Anna Kobiela – Kanaan, pełnomocnik zarządu ds. strategii i rozwoju Banku Żywności w Trójmieście. – Ideą Banku Żywności jest jej niemarnowanie. Zależy nam, by przekazywane przez sieci handlowe coraz większe ilości świeżej żywności zbywać w mądry sposób.

To oznacza m.in., że z osobami, które regularnie pojawiają się przy Lotników, budowana jest więź. Dbają o to m.in. Ewa Fandrejewska, animatorka w Sklepie Społecznym, Oliwia Górko, koordynator włączenia i aktywizacji społecznej w Banku Żywności w Trójmieście oraz Swietlana Wysocka, wolontariuszka. - Bywa, że podczas pierwszych wizyt osoby przychodzące do sklepu czują się nieswojo. Naszą rolą jest pokazanie im, jak można żywność odebrać, że można wybrać to, co rzeczywiście potrzebne a nie to, co ktoś przygotował w paczce, i że nie jest to obwarowane żadnymi wymogami. Oswajamy bycie w potrzebie. Rozpoznajemy sytuację każdej osoby czy rodziny, by – jeśli trzeba - skierować do instytucji, z którymi w Gdyni współpracujemy, by włączać imigrantów w środowisko.
 - Chodzi o to, by pomoc była oferowana w sposób humanitarny;  by o osobie przychodzącej do sklepu myśleć nie jako o kliencie pomocy społecznej, tylko jako o człowieku, który się zjawił, bo ma jakiś problem – podkreśla Oliwia Górko. - Zależy nam, by osoby korzystające z naszego punktu czuły się jak w domowym sklepiku, gdzie jest pani Ewa, z którą można też porozmawiać o tym, co słychać, jaka jest pogoda, jakie produkty można wybrać i co z nich przygotować.
Żywność wydawana przy Lotników to tylko pierwszy krok w wychodzeniu z trudnej sytuacji. Ma stanowić formę wsparcia, czasami doraźnego; nie może jednak prowadzić do uzależnienia od pomocy. Stąd m.in. wprowadzenie limitów co do ilości towarów, które można otrzymać: 2,5 kg na osobę.

Dziś w miarę regularnie żywność odbiera ze sklepu około 80 – 90 rodzin. Część dowiaduje się o nim pocztą pantoflową. Duża tu jednak rola Beaty Świątek-Soldat z Centrum Reintegracji i Interwencji Mieszkaniowej MOPS w Gdyni, która osobiście docierała do kolejnych rodzin, rozpoznając ich sytuację i proponując skorzystanie z pomocy.
Tylko przez ostatnie trzy miesiące wydano ponad trzy tysiące paczek żywności (średnio dwa kilogramy na osobę), która trafiła do 96 rodzin.
- Spotkanie dwóch stron działających w różnych strukturach jest zawsze wyzwaniem. Kilkuletnia współpraca Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Gdyni i Banku Żywności w Trójmieście to najlepszy dowód na to, że stałe, bliskie międzysektorowe partnerskie działanie jest możliwe. Jeśli myśli się długofalowo, w perspektywie kilkuletniej, a nie rozwiązania doraźnego problemu, można być naprawdę skutecznym – zauważa Michał Guć, wiceprezydent Gdyni ds. innowacji. – Wspólne działania rozpoczynaliśmy od wydawania paczek żywnościowych, by przez lata wybudować system i stale go udoskonalać, czego efektem jest właśnie działalność Sklepu Społecznego. Jeśli chcemy myśleć o skutecznym włączeniu społecznym, nie możemy ograniczać się tylko do tradycyjnie rozumianej pomocy społecznej. Musimy wykorzystywać wszystkie możliwe zasoby. I właśnie to się w Gdyni dzieje.  Teraz pracujemy nad stworzeniem oferty dla osób, które znalazły się w trudnej sytuacji i są pod opieką gdyńskiego Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.